Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 marca 2013

Brzoskwiniowy koktajl na paznokciach - Hean 178

Czyż ten kolor nie jest boski? :-) Za oknami już wiosennie - słońce, ciepło, więc czas na wiosenne kolory w makijażu i stylizacji! Ja dzisiaj proponuję Wam lakier HEAN z serii City Fashion o numerku 178.
Długo szukałam pomarańczowo-brzoskwiniowego, typowo pastelowego odcienia lakieru, który nie byłby zbyt jarzący, a właśnie bardziej pastelowy. Powiem szczerze, że bardzo ciężko znaleźć mi było taki, który by mnie zadowolił, a tu proszę - HEAN 178 okazał się ideałem :)

Oto co zapewnia producent: 
Kryjący lakier do paznokci z połyskiem zapewnia:
- gładki kolor bez smug,
- intensywny połysk,
- łatwą równomierną aplikację.
Formuła wzbogacona specjalnym polimerem Tefpoly®
- odporna na uderzenia i pękanie,
- wzmacnia płytkę paznokcia,
- uelastycznia i przedłuża trwałość lakieru,
Nie zawiera szkodliwych dla paznokci: toluenu, formaldehydu i kamfory


+ Lakier dobrze się rozprowadza, ma trochę"kremową" konsystencję
+ Kremowe, błyszczące wykończenie
+ Dobrze kryje
+ Jest niesamowicie trwały - 5 dni przy częstym myciu garów, kąpielach itp. !
+ Odporny na uszkodzenia, bardzo długo czekałam na pierwszy odprysk (przy 2 warstwach)
+ Nie zostawia smug (chyba, że się bardzo spieszymy i nakładamy lakier niedokładnie - tylko raz mi się to zdarzyło i tylko na jednym paznokciu)

+ Ładne opakowanie
+ Wygodny pędzelek
+ Łatwo się zmywa
+ Bogata gama kolorów do wyboru na stronie producenta :)
+ Cena do jakości i pojemności - BAJKA - 7.99 za 12 ml i naprawdę lakier najwyższej jakości!

Ja nie znalazłam ŻADNYCH minusów. Nie odbarwił nawet płytki przy stosowaniu bez lakieru podkładowego, a jarzące kolory to lubią. Jestem absolutnie zachwycona, szczególnie tym "kremowym" wykończeniem <3 POLECAM!!!

10/10

Strona HEAN: http://www.hean.pl 

niedziela, 9 grudnia 2012

Ziaja - oliwkowy micel do demakijażu - przypadkowy dobry strzał!

Dawno mnie nie było, obiecywałam poprawę, ale tym razem zamiast coś obiecywać postanowiłam po prostu działać. ;-)
Nie przywiązuję się do produktów do demakijażu, dlatego tym razem będąc w Naturze też postanowiłam zaryzykować z czymś nowym. Padło na naturalny oliwkowy płyn micelarny - oczyszczanie; demakijaż oczu. Kosztował około 10zł, butelkę ma "ziajową", klasyczną ;). Używam go zarówno jako płyn do demakijażu, a także rano do odświeżenia buzi po śnie - gdy nie chce mi się sięgać po tonik. W obu przypadkach bardzo dobrze się sprawdza.

+ niska cena i dostępność
+ wydajność
+ jest bezzapachowy, niearomatyzowany
+ dobrze radzi sobie z podkładem, ciemnymi cieniami, eyelinerem z essence (co jest sztuką), grubą warstwą maskary
+ nie zostawia tłustej warstwy/filmu
+ nie podrażnia cery
+ nie wysusza
+ nie ściąga

- gdy dostanie się do oczu lekko szczypie
- jak na produkt z firmy Ziaja to jest dość drogi :)

Podsumowując - jest to jeden z lepszych produktów do demakijażu jakich używałam. Jednak nie przypadł mi do gustu na tyle, żebym mogła go nazwać swoim KWC. Ten płyn jest godny uwagi, w swojej klasie cenowej wypada naprawdę bardzo dobrze. Radzi sobie z dużą warstwą makijażu, dobry do szybkiego odświeżania przed nałożeniem maseczki czy kremu. Warto na niego spojrzeć przy wyborze kosmetyku do demakijażu.
Myślę, że po skończeniu opakowania będę dalej eksperymentować :)

8/10

czwartek, 27 września 2012

Książka Taylor Chang-Babaian - "Stylowy makijaż oczu"


Kolejna książka z półki makijażowej jaką dla Was recenzuję skupia się na partii twarzy w makijażu najważniejszej - na oczach. To oczy nadają wyrazistość i charakter całemu wizażowi. Makijażystka gwiazd - Taylor Chang-Babaian - zdradza nam swoje triki, tajniki pielęgnacji oczu i całej ich oprawy - brwi, rzęs, skóry wokół nich - oraz przedstawia wiele ciekawych makijaży z opisem ich wykonania oraz pięknymi fotografiami.

Format książki jest niewielki, a okładka miękka, co pozwoli nam zabrać książkę w podróż lub w razie potrzeby zabrać gdzieś ze sobą. Znajdziemy w niej wiele działów tematycznych, między innymi na temat pielęgnacji oczu (np. wrażliwych, z widocznymi żyłkami, opuchniętych), pielęgnacji i podkreślania brwi, technik malowania każdego typu oczu (małych, dużych, głęboko osadzonych, z opadającą powieką itp.) oraz obszerny dział przedstawiający różne makijaże.
Moim zdaniem szczególnie działy dotyczące pielęgnacji zasługują na uwagę czytelniczek, ponieważ o  niej starannej i troskliwej, najczęściej zapominamy lub nie przywiązujemy do niej dużej wagi. Profesjonalne porady i wskazówki ułatwią nam dbanie o tak ważną część naszej twarzy, którą przecież najczęściej i najchętniej malujemy.


Stylizacje są pięknie zilustrowane i dokładnie opisane. Jedyne czego mi brakuje to zdjęcia przygotowania makijażu "krok po kroku" (tylko dwie lub trzy stylizacje takie posiadają). Jednak opis jest dość dokładny, więc nie powinnyśmy mieć problemu z odwzorowaniem każdego looku.
Według mnie dużą wartością pozycji są porady pani Taylor dotyczące wielu aspektów: od pielęgnacji, przez aplikację kosmetyków po wykonywanie makijażu i jego wykańczanie. Ciekawostki, dokładne opisy i ilustracje są idealnym przewodnikiem nie tylko dla osób początkujących z malowaniem oczu, ale także świetnym rozszerzeniem wiedzy dla osób mających w tym temacie rozeznanie. Na dodatek książka stanowi świetną inspirację do używania na co dzień.

9/10

*więcej na temat książki znajdziecie na stronie: http://www.galaktyka.com.pl/product,,505,42.html *

wtorek, 14 sierpnia 2012

RECENZJA: Okulary firmoo - czyli... i Ty możesz dostać okulary tylko za koszty przesyłki :)

Dzisiaj nietypowo - recenzja okularów, a w zasadzie przedstawienie Wam międzynarodowego internetowego sklepu z okularami - Firmoo.com :)
Każdy nowy klient za pierwszy zakup płaci tylko... koszta przesyłki! A więc wybrane okulary, słoneczne czy też korekcyjne - macie za darmo!

Ale zacznijmy od początku :)

1. Firmoo.com wykazuję się niebywałą dbałością o klienta. W zestawie otrzymujemy oprócz okularów 2 etui - twarde i "woreczkowe", dużą szmatkę do okularów, 4 śrubki oraz... mini dwustronny śrubokręt na breloczku! Dzięki temu będziemy mogli w razie potrzeby sami naprawić sobie okulary.

2. Wybór na stronie http://www.firmoo.com/  jest bardzo duży. Możecie wybrać dowolne oprawki, wypełnić formularz gdzie zaznaczycie wady obu oczu (lub zamówicie tak zwany typ "fashion" - czyli zerówki) i cieszyć się dobrą jakością i świetnym designem. Każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie!

3. Przesyłka jest nieprawdopodobnie szybka. Ja na swoją paczkę czekałam 5 dni (wliczając weekend) :-)

4. Okulary są bardzo stabilne i świetnie wyglądają - modnie, a co najważniejsze dobrze dopasowują się do różnych typów twarzy. Na stronie możecie wirtualnie przymierzyć takie okulary do swojego typu urody :) Jest to produkt dobry jakościowo i wart wypróbowania.

5. No i jak jest z tym otrzymaniem okularów za koszta przesyłki? Wystarczy wejść na stronę http://www.firmoo.com/free-glasses.html i zapoznać się z informacjami! Dla każdego nowego klienta pierwsza para okularów jest za darmo - pokrywamy tylko przesyłkę, nie musimy później niczego kupować - nie jesteśmy niczym zobowiązani. Program pozwala nam wypróbować produkty i zdecydować, czy będziemy chcieli coś jeszcze w Firmoo zakupić:) Według mnie to świetny sposób na zdobycie nowych klientów. Ceny okularów ani przesyłki nie są wygórowane, więc warto zapoznać się z ofertą.

Zapraszam też na facebook Firmoo: https://www.facebook.com/FirmooGlasses

A teraz kilka fotek w moich okularach. 


wtorek, 31 lipca 2012

RECENZJA: Pierre Rene - Color Balm, czyli piękny kolor w balsamie do ust

Często mamy dylemat - szminka czy błyszczyk? Niestety zdarza się, że te produkty wysuszają nam usta lub podkreślają niedoskonałości ust, uwydatniają skórki i przyjemność z ich używania szybko się rozpływa. Firma Pierre Rene wyszła na przeciw niebanalnym potrzebom naszych kapryśnych kobiecych warg i wypuściła na rynek Color Balm - czyli balsam z połyskiem i kolorem. Przetestowałam dla Was 2 kolory - 28 Glicine oraz 29 Extreme Nude. 

Pojemność/Cena: 2g/9,99zł

Dostępność: Drogerie oferujące firmę Pierre Rene, jest ich bardzo wiele :)

Opakowanie: futurystyczne, kobiece, eleganckie i ciekawe. Fajny gadżet do damskiej torebki. Zapięcie "klika" i mamy pewność, że skuwka nie odpadnie ;)

Konsystencja/Aplikacja: Produkt jest kremowy, świetnie się rozprowadza, a stopniując go można uwydatnić kolor lub uzyskać efekt delikatniejszy. Dość długo utrzymuje się na ustach - duży plus.

Efekty: Usta mają piękny połysk, ładny kolor i nie musimy się martwić o suche skórki. Dodatkowo zmiękcza naskórek, nawilża i pielęgnuje.

Kolory na ustach prezentują się tak: 
 glicine

extreme nude <3

Moja opinia: Jest to świetny produkt wychodzący naprzeciw kobiecym potrzebom. Niezastąpiony w trudnych warunkach pogodowych - upał, mróz - kiedy nasze usta nie są w najlepszej formie, a nadal chcemy nadać im ładny kolor. Glicine daje jedynie różowawy połysk, ale Extreme Nude to jeden z najśliczniejszych kremowych cielaczków jakie mam i jakie spotkałam. Odcieni jest naprawdę dużo, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Ja na pewno nie poprzestanę na tych dwóch :)
9/10

środa, 25 lipca 2012

RECENZJA: Donegal, zmywacz do paznokci w żelu o zapachu mango.

Jakiś czas temu w moje ręce trafił zmywacz do paznokci firmy Donegal w żelowej formie. Bardzo długo go testowałam, bo nie wiedziałam zupełnie jak go ocenić.

Pojemność/Cena: 150ml/5,39zł 

Opakowanie/Dozowanie: Wygodne opakowanie, szczelna zakrętka. Dozownik z dziurką, butelka giętka - łatwo wycisnąć odpowiednią ilość produktu.

Zapach: Świetny. Wspaniały. To największy plus tego produktu. W ogóle nie czuć zapachu typowego zmywacza, a fajny, przyjemny aromat mango-podobny.

Konsystencja: Żelowa, gęsta.

Działanie:
* dużo produktu trzeba nalewać na wacik, ponieważ zmywacz ten zmywa lakier póki jest mokry na waciku, a kiedy zbierze już pewną ilość lakieru i wchłonie w płatek - przestaje zmywać...
* nie jest przez to zbyt wydajny, ale rekompensuje to jego cena
* ma trudności ze zmywaniem w załamaniu paznokci (boki), ale przy wprawie można się nauczyć jego "obsługi"
* OGROMNYM PLUSEM jest nawilżanie skórek, nie muszę stosować oddzielnych preparatów, bo nawilżenie zapewnia mi ten zmywacz

Moja ocena:
Nie jest to najlepszy zmywacz jakiego używałam, ale nie jest też najgorszy. Zdecydowanie przyznam się, że będę go kupować z jednego powodu - zapach. Mój ojciec zatruł się jako nastolatek rozpuszczalnikiem i do dziś gdy zmywam paznokcie, nawet w najdalszym kącie mieszkania, robi mu się niedobrze. Ten zmywacz pozwoli mi zmywać lakier kiedy on jest obecny w domu :)
6+/10

środa, 11 lipca 2012

RECENZJA: Carmex Miętowy - ratunek dla ust

Przyszedł czas na recenzję bardzo dobrze znanego Wam Carmexu, jednak w wersji nie klasycznej ani wiśniowej - a w miętowej :)

Pojemność/Cena: 10ml/ok 8-9zł

Dostępność: Wszędzie? :))) W bardzo wielu drogeriach na terenie całej Polski.

Opakowanie/Aplikacja: Mam już doświadczenia z tego typu tubką, bo posiadam też Carmex klasyczny. Opakowanie jest wygodne, łatwo dozuje się produkt. Aplikator plastikowy z dziurką odpowiada mi całkowicie, fajnie rozprowadza produkt po ustach, a do tego mamy przyjemny masaż ;)

Efekt chłodzenia: Jest o dziwo mniejszy niż w Carmexie kalsycznym, co dla mnie jest plusem, bo klasyk chłodzi mocno. Brrr.

Zapach: Nieprzyjemny dla niektórych zapach Carmexu (osobiście go lubię) jest łagodnie zniesiony przez aromat mięty. Zapach jak najbardziej miły dla nosa.

Efekty:
Wygładzenie i nawilżenie: radzi sobie z tym świetnie i bardzo szybko.
Odświeżenie: balsam z racji na swój miętowy aromat wspaniale odświeża :) 
SPF: zawiera SPF15 - wspaniały produkt na upalne dni
Kojenie i LECZENIE: dziwne? Po pierwsze koi wszelki ból i pieczenie związane ze spierzchniętymi ustami, wysypką/uczuleniem na ustach, opryszczką a także wspomaga leczenie tego typu stanów. W okresie testowania balsamu miałam nawrót bolesnej opryszczki, mam je raz na jakiś czas, więc żadna to nowość. Carmex klasyczny zawsze pomagał - miętowy sprawdził się równie wspaniale. Koił ból, wspomagał gojenie, opryszczka nie popękała boleśnie i szybko się wchłonęła. Dodatkowo mam doświadczenia z uczuleniami na ustach - niektóre błyszczyki/szminki mnie uczulają i mam swędzące i piekące bąble na wargach, wtedy również niezastąpiony jest Carmex - nic innego nie pomaga.

Moja Opinia: Bez Carmexu ani rusz. W kryzysowych sytuacjach tylko on się sprawdza. Jest to mój KWC, a z miętowym aromatem nawet KWC+ :)
10/10

czwartek, 5 lipca 2012

RECENZJA: Płyn micelarny SAFIRA - rewelacja!!!

Nie będę kryć, że płyn micelarny firmy SAFIRA to jeden z najlepszych produktów do demakijażu jaki przyszło mi kiedykolwiek stosować. Z tym większą przyjemnością zapraszam Was do zapoznania się z recenzją.

Dostępność: W katalogach SAFIRA.

Cena/Pojemność: 22,50 / 150ml

Opakowanie: Stabilne zamknięcie, klasyczny design, skromna butelka, poręczna. Nie wylejemy za dużo produktu - plastikowy otworek pomaga na odpowiednie dozowanie.

Zapach: Według mnie produkt ten jest bezzapachowy, chwilami można poczuć bardzo delikatny cierpki zapach, ale nie jest to odpychający efekt.

Działanie: Świetnie radzi sobie z makijażem oczu, niezastąpiony do żelowego eyelinera Essence. Zmywa najgrubsze warstwy tuszu z rzęs (z czym inne produkty do demakijażu miały u mnie duże problemy!), i, co najważniejsze, nie trzeba mocno trzeć. Wystarczy przyłożyć wacik nasączony produktem do oka i dosłownie delikatnie zdjąć makijaż. Bardzo dobrze radzi sobie też z podkładem, pudrem, różem i bronzerem - w każdej kombinacji.

Dodatkowe cechy: 
+ największy plus za brak pieczenia oczu - nawet kiedy produkt dostaje mi się bezpośrednio do oczu, nie piecze w ogóle, a oczy nie zaczerwieniają się!
+ nie jest testowany na zwierzętach
+ nie wysusza, a wręcz nawilża okolice oczu!
+ nie uczula
+ zawiera wyciąg z zeń-szenia, który odżywia i regeneruje skórę

MOJA OPINIA:
Jest to jeden z lepszych produktów do demakijażu jakiego używałam. Wspaniale radzi sobie z grubymi warstwami makijażu. Po jego użyciu nie zostają na rzęsach żadne pozostałości tuszu, a jest bardzo delikatny dla skóry i oczu! Jedyny minusik to dostępność - jedynie u konsultantek Safiry.

9/10

sobota, 2 czerwca 2012

RECENZJA: Safira - chłodzący żel do ciała z olejkiem eukaliptusowym - WYBAWIENIE!

Cooling body gel z olejkiem z eukaliptusa firmy Safira okazał się hitem maja. Dlaczego? Wszystko zaraz Wam opowiem. Najpierw co obiecuje producent?

Żel ten ma działać odprężająco, relaksująco, ma rozluźniać mięśnie po wysiłku fizycznym. Ma dawać uczucie uśmierzenia i uczucie odświeżenia ciała. Dodatkowo ma funkcję przeciwzapalną.

Pojemność/Cena: 250ml/23,90zł

Opakowanie: Dobrze się zakręca, duży, solidny, plastikowy słoiczek. Ładne logo na etykiecie. Nie mam zastrzeżeń.

Konsystencja: Przyjemna, lekka, żelowa. W cieple dłoni robi się płynna. Świetnie się wchłania, natychmiastowo wręcz. Nie pozostawia warstw lepkich, ani tłustych.

W jakich sytuacjach go stosowałam i jakie dawał efekty: Jako mała dziewczynka niedoleczyłam anginy, cierpię teraz od czasu do czasu na bóle stawów i kości. Dodatkowo bóle te nasilają się przed zmianami pogodowymi. Najczęściej bolące miejsca to od kolan w dół po same stopy. Muszę nadmienić, że puchnące i obolałe stopy i ich stawy to również objaw towarzyszący moim kobiecym dolegliwościom. Często również puchną i bolą mi stopy po długim chodzeniu.
Stosowałam ten żel podczas występowania wszystkich z wyżej wymienionych bóli i jestem niesamowicie pozytywnie zaskoczona. Jeszcze nic tak dobrze nie łagodziło bóli pod kolanami jak ten produkt. Cieszę się, że nie muszę łykać tabletek przeciwbólowych, ani aspiryny tak często, odkąd stosuję żel z Safiry.
Efekt jest świetny. Chłodzenie zaczynam odczuwać około 5-7 minut od aplikacji żelu i stopniowo się ono nasila. Dzięki temu mogę spokojnie zasnąć nocami poprzedzającymi zmiany pogodowe. Łagodzi to ból, a także obrzęki i napięcie w stawach i mięśniach.

Zapach: Eukaliptusowo-mentolowy. Nie jest zbyt uciążliwy, mnie się podoba, pachnie świeżością, ale np. mój tata na niego narzeka :)

Dodatkowe informacje: Moja Babcia stosowała tego typu żele na nogi, a nawet na skronie przy bólu głowy. Na razie go tak nie stosowałam, ale kto wie?

Moja opinia: Dla mnie to nieodzowny element mojej domowej kosmetyczki. Nie wyobrażam już sobie bez niego mojej półki. KWC.
10/10

niedziela, 20 maja 2012

RECENZJA: Pierre Rene w dwóch odsłonach - szminka Natural i błyszczyk SweetBerry :)

Dzisiaj znowu podwójna recenzja, a mianowicie szminki i błyszczyka Pierre Rene, z których jestem niezmiernie zadowolona!
Na pierwszy ogień niech pójdzie szminka.

Natural, 05 true mango
Pojemność/Cena/Dostępność: 4,8g/ok 15zł - dostępna wszędzie gdzie szafa Pierre Rene - Natury, drogerie Jasmin, osiedlówki, zasięg szeroki.

Opakowanie: Bardzo stabilne, zakrętka nie odpada od opakowania. Podoba mi się prześwit koloru na dole  i na górze - dokładnie wiemy co bierzemy do ręki. Pudełeczko jest zgrabne, skromne, według mnie bardzo ładne.

Szczególne cechy: produkt ten jest hipoalergiczny, co za tym idzie nie dodano do niego żadnych środków zapachowych. Mogą go bez obaw używać alergicy i wrażliwcy.

Kolor: Jest to dla mnie koral/mandarynka, ale lekko przygaszona. Podoba mi się on, ponieważ taka gama jest bardzo "in" w tym sezonie :) Co więcej - jest to odcień, który możemy nosić bez obaw - nie jest intensywny, nadaje ustom wygląd wręcz naturalny z muśnięciem koloru! To jest to! Fantastyczne rozwiązanie na dzień :)

Aplikacja/Trwałość: Bez jedzenia i picia szminka wytrzymuje około 3-4 godzin, później również jest widoczna, ale już lekko "zatarta". Bardzo dobrze się ją rozprowadza, ale usta muszą być nawilżone, bo ma tendencję do lekkiego podkreślania suchych skórek.

Moja opinia:
Polecam szminkę wszystkim, którzy za niską cenę chcą znaleźć fajny kolor "na topie", przystosowany do warunków szkolnych, uczelnianych, pracy, a także tym, którzy lubią w naturalny sposób podkreślać swoje piękno :) Fajna alternatywa od ciężkich, kryjących szminek. Jestem jak najbardziej na TAK!
8/10

SweetBerry gloss, No 20 copper glow
Pojemność/Cena/Dostępność: 7ml/ok 10zł / jak wyżej

Szczególne cechy: Jest hipoalergiczny. Dodatkowo zawiera smak i zapach borówki amerykańskiej. Dziewczyny obłęd!!! Zapach jest cudowny! Pachnie ciastem jagodowym, słodkim i kuszącym! To jest chyba to co najbardziej w nim kocham!

Opakowanie: Zwykły aplikator, wygodny. Opakowanie skromne, eleganckie. Motyw borówki jest uroczy :)

Kolor: Na zdjęciach poniżej będziecie mogły szczęśliwie zobaczyć jak wygląda pod światło i bez :) Ponieważ tak dziwnie padało słońce, że mocniej oświetlało moją górną wargę. Kolor jest z kategorii złoto-miedzianych, zawiera drobinki, które prześlicznie skrzą się na słońcu. Ku mojej uciesze nie przemieszczają się po całej twarzy.

Aplikacja/Trwałość: Produkt ma fajną konsystencję, nie lepi się, ale jest konkretny. Przez pierwszą godzinę do dwóch utrzymuje się efekt tafli wody, później niestety szybko się zjada, ale delikatny połysk i kolor pozostają.


Moja opinia:
Dla mnie jest to naprawdę fajny błyszczyk dla osób, które nie boją się drobinkowego połysku. Zapach i konsystencja dopełniają mojej miłości do niego. Nie jestem w stanie mu dać mniej niż:
9/10

poniedziałek, 7 maja 2012

RECENZJA: Pierre Rene Lip Tint 03 Grenadine - mamba!

Przedstawiam LipTint, jeden z kosmetyków firmy Pierre Rene, który skradł mi serce (ten odcień, bo o drugim, który posiadam będzie troszkę inna recenzja :)). A mianowicie jest to odcień 03 Grenadine. Chłodny, stonowany róż, który aż krzyczy smakiem... MAMBY! A o tym za chwilkę :)

Cena/Pojemność: około 14zł / 4ml

Dostępność: W drogeriach oferujących Pierre Rene, m.in. w Naturach, drogeriach Jasmin, wielu innych mniejszych drogeriach :)

Opakowanie: Błyszczyk jest w formie "pisaka" z pędzelkiem, na który wyciska się produkt kliknięciem na końcu opakowania. Wygodne, ale trzeba nauczyć się korzystać, by nie "wyklikać" za dużo produktu :) Według mnie bardzo wygodne i praktyczne rozwiązanie!

Odcień/Zapach/Zachowanie na ustach: Prezentuje się naprawdę uroczo. Jest to zgaszony róż, niekrzykliwy, podkreślający mój osobisty odcień warg. Jego zapach to... zapach malinowej mamby! Bez żartów! Nie klei się zbytnio, ale daje uczucia "mienia czegoś na ustach", a ja to uczucie bardzo lubię :) Nie spływa, nie zbija się w grudki (ten konkretny odcień). Na ustach bez jedzenia i picia utrzymywał mi się około 4-5 godzin stopniowo tracąc "wodny połysk", ale nadal mając ładny i widoczny kolor.



Moja opinia: Według mnie w szafie Pierre Rene jest to niekwestionowany hit. Ten kolor naprawdę przypadł mi do gustu i nie miałam z nim niemiłych przygód. Dlatego oceniam na:
9/10
A za kilka dni recenzja innego odcienia, który nie wypada już tak świetnie:) Więc macie na co czekać:)

piątek, 27 kwietnia 2012

RECENZJA: Pierre Rene, lakier do paznokci Top Flex, no 231 Be Happy

Przyszedł czas na recenzję lakieru, który powalił mnie na kolana. Konsystencją, kolorem, prezentowaniem się na paznokciach... Ale o tym wszystkim zaraz.

Pojemność/Cena: 11ml/ ok. 10-11zł

Kolor: 231 Be Happy, miętowo-błękitny z przebłyskami zielono-morskich drobinek. Co najfajniejsze w tym lakierze: bez światła wydaje się nie mieć drobinek, są głęboko zatopione w lakier i pobłyskują pod światło pięknymi kolorami :) Poniżej zdjęcia w różnym świetle.


Konsystencja: Lakier się świetnie rozprowadza, kryje idealnie po dwóch warstwach i zaskakująco szybko zasycha. Bardzo często zdarza mi się po pomalowaniu paznokci zbyt szybko brać się do jakiejś roboty i robią mi się wtedy różne abstrakcyjne znaczki-wygniotki na powierzchni emalii, w tym wypadku nic takiego się nie stało.

Trwałość: Bez top coatu zaczął mi odpryskiwać pod koniec 3 dnia delikatnie, 4 dnia już mocno. Z top coatem tej samej firmy, o którym będzie niedługo recenzja :) utrzymał mi się około 6 dni!

Zmywanie: Bardzo dobrze się zmywa i mimo braku base coatu nie spowodował przebarwień płytki :)

Moja opinia: Ten lakier to jeden z lepszych, którego kiedykolwiek używałam. Na pewno w mojej kolekcji znajdzie się wiele kolorów z tej serii, według mnie są niesamowite. Zasługuje na miano mojego KWC. Zobaczymy czy przypadnie mi do gustu kolejny kolor, którego recenzja już niebawem  :)
10/10

piątek, 20 kwietnia 2012

RECENZJA: CUU Magic


Wariant MAGIC:
nuta głowy: grejpfrut, ogórek, magnolia

nuta serca: jabłko, tuberoza, róża, konwalia, fiołek
nuta bazy: biała ambra, drewno sandałowe


Zapach spośród dostępnych wariantów CUU jak dla mnie najświeższy i najmniej słodki, mimo, że cudowną słodycz w nim czuć :) Aromat ogórka i grejpfruta (ten pierwszy czuć najlepiej :)) jednak ją doskonale przełamuje i dzięki temu CUU Magic to zapach świeży, dziewczęcy, na co dzień - na spacer, randkę, na uczelnię, do szkoły, w biegu do pracy, na aerobik, dla dziewcząt aktywnych i energicznych :)

Na pewno nada się na słoneczne, ciepłe dni - nie jest duszący, więc nie będzie nas przyprawiał w taką pogodę o mdłości czy ból głowy :)

Cena tego zapachu waha się w granicach 8,50 - 9,20zł co jest jednym z wielu plusów. 
Buteleczka jest prosta i wygodna w użyciu, atomizer solidny.
Jedynym zastrzeżeniem jest trwałość zapachu na skórze - utrzymuje się krótko - ale przy tej cenie możemy sobie pozwolić na powtórzenie psiknięcia w ciągu dnia w razie potrzeby :)

Zapach nie odbiega wcale od swoich konkurentów nawet z wyższych półek, dlatego uważam wody CUU za hit - koniecznie poszukajcie dystrybutorów w swojej okolicy (spis znajdziecie na stronie http://cuu.net.pl).
Na lato będą lepsze niż mgiełki do ciała :)

9/10

czwartek, 12 kwietnia 2012

RECENZJA: Żel pod prysznic Adidas Relax - relaksujący zapach orientu i mój KWC wśród żeli!




Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić najnowszą linię żeli pod prysznic Adidas. Jak widzicie na zdjęciu powyżej mamy ogromny wybór zapachowy, który ma działać na nasze emocje i ciało: vitality - pobudza, fresh - odświeża, happy - rozwesela, relax - relaksuje, protect - chroni, smooth - wygładza.
Ja przedstawię Wam wersję RELAX.

Cena/Pojemność/Dostępność: 11zł / 250 ml / w zasadzie w każdej drogerii (widziałam je i w Rossmannie, i w Naturze, i w marketach)

Opakowanie: Adidas słynie już chyba w moich recenzjach z uwielbienia do wyprofilowanych opakowań. Tym razem mamy jednak coś więcej - butelka ma niezwykle kobiecy kształt, a na każdym z wariantów możemy ujrzeć kobietę w pozycji odpowiadającej nazwie wariantu - tak więc na moim, relaksującym żelu, możemy ujrzeć kobietę medytującą :)

Zapach: jest dobrany odpowiednio do wersji, w wypadku relax zapach jest określony jako flower bouquet - bukiet kwiatów. Według mnie pachnie jak delikatne, orientalne kwiaty. Zapach jest dość zmysłowy, bardzo przyjemny, niecodzienny.

Konsystencja: żelowa, odpowiednio gęsta - niezbyt i nie za mało, z rąk na pewno nam nie spłynie. Baaaardzo przyjemnie rozprowadza się produkt po ciele.

Działanie: Skóra jest oczyszczona bardzo dobrze, do tego gładka i wydaje mi się, że nawilżona. Zapach jest uroczy, dość długo utrzymuje się po kąpieli (2 godziny powoli słabnąc, jak na żel według mnie jest to naprawdę rekord), podczas mycia rzeczywiście odpręża i relaksuje.

Dodatkowe cechy:
+ za niską cenę
+ za dostępność
+ za fajne opakowanie, zapach, relaksujące działanie
+ za dużą gamę wyboru, możliwości dopasowania produktu do swoich potrzeb

Jest to jak na razie KWC obok zwykłych żeli pod prysznic. Produkty Adidas For Woman zostały opracowane z myślą o potrzebach kobiet, szczególnie tych aktywnych, i jak na razie ani razu mnie nie zawiodły.
10/10 - KWC

wtorek, 10 kwietnia 2012

dwie perełki z MySecret + awaryjny makijaż w biegu

Trwa boom na markę MIYO, pamiętacie jak wybuchła "faza" na MySecret? Nic dziwnego w jednym i w drugim wypadku - kosmetyki są tanie, a naprawdę dobrej jakości. Pewnie wiecie, że obie te marki są odnogami Pierre Renee :) Ja z MySecret ukochałam sobie cienie matowe, dzisiaj chciałam Wam pokazać moje dwie perełki, które serdecznie Wam polecam :)

Cienie są w kolorach - waniliowym (505) oraz czekoladowym (507).

Pigmentacja jest naprawdę świetna, jak na cienie za około 6zł. Można je fajnie stopniować, zrobić nimi efekt delikatny lub intensywny. Na bazie virtual, której aktualnie używam trzymają się bardzo długo, wałkują się po około 9-10 godzinach (jeśli nałożycie ich dużo, w innym wypadku powoli tracą na intensywności, lecz dalej wyglądają estetycznie)

Są absolutnie matowe, nie mają żadnych drobinek, ani perłowego połysku.


Bardzo dobrze się je nakłada i fajnie blenduje. Używam ich bardzo często jako mojego awaryjnego makijażu czyli kilka niedbałych ruchów pędzlem i można wyjść z domu :)
Wśród konkurentów cenowych cienie MySecret są niezastąpione. Nie znajdziecie lepszych matów w tej półce cenowej.  Do wyboru jest spory wachlarz kolorystyczny (jeśli dla kogoś za mały szukajcie szafy MIYO! gdzie znajdziecie najbardziej odjechane, papuzie odcienie :)), cienie perłowe z MS też są bardzo dobrej jakości.
Nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić Wam kupno tych cieni, a w szczególności 507 i 505 - to podstawa mojej kosmetyczki.

Dla mnie są niezastąpione i to moje KWC, dlatego bezsprzecznie daję im
10/10

A poniżej zdjęcia mojego awaryjnego makijażu wykonanego cieniami MS 505 i 507 MATT -> w około 2 minuty :)